poniedziałek, 21 maja 2012

Wegański obiad - nie tylko dla wegan ;)

Dawno nie było posta, ponieważ ostatnio miałam taki młyn, że ledwo znajdowałam czas na spanie... Dzisiejszy wpis będzie nietypowy, bo kulinarny ;) Po tym zaganianym tygodniu postanowiłam zrobić sobie porządny, wegański obiad. Ostatnio w weekendy, gdy mam z reguły czas na przygotowanie porządnego obiadu, eksperymentowałam z wegańskimi przepisami z blogów, ale nie wychodziło...Poczułam się jakbym miała dwie lewe ręce i weekendami chodziłam niedojedzona :P Dlatego tym razem postanowiłam postawić na własną inwencję i muszę nieskromnie przyznać, że wyszło pysznie, zdrowo i pożywnie ;)

Na przystawkę przygotowałam chlebek arabski ze świeżym pomidorem i oliwkami, gdy to wszystko razem zmieszamy - wychodzi świeży, smaczny i dietetyczny wrap ;)




Danie główne było mieszaniną:

- brązowego ryżu (najpierw ugotowanego, potem smażonego w woku wraz z warzywami)
- tofu
- papryki czerwonej i żółtej
- pieczarek
- kiełków soi
- pędów bambusa
- bakłażanu
- marchewki
- pora
- szczypiorku
- papryczek chilli
- czosnku
- sezamu
- sosu sojowego
- z przypraw użyłam tylko pieprz cayenne (lubię ostre poprawy, stąd też te papryczki chilli ;) )

Samo przygotowanie było bardzo proste. Najpierw gotowałam przez 30 minut ryż, rozpoczynając jednocześnie proces podsmażania składników. Zaczęłam od smażenia tofu, potem dodałam pieczarki, jakoże te dwa składniki potrzebują trochę więcej czasu na ogniu. Następnie stopniowo dodawałam kolejne dodatki, przyprawiając je i polewając sosem sojowym. Dodałam ryż, gdy się ugotował i wszystko razem smażyłam, mieszając, jeszcze ok. 15 minut. Po dodaniu ryżu polałam potrawę ponownie sosem i dodałam przyprawy - pieprz cayenne i czosnek, żeby również ryż przesiąkł trochę tymi smakami i zapachami. Sezam niczym wisienkę na torcie dodałam już po smażeniu, na sam koniec ;)



Muszę przyznać, że nie przyłożyłam się do zdjęć danie głównego, ale tylko dlatego, że nie mogłam doczekać się konsumpcji ;D Podziwiam kulinarne blogerki, za to, że mogą tak czekać ze zjedzeniem aż obfotografują potrawy ;)





Oczywiście musiał być też deser ;) Nareszcie zaczyna się sezon na moje ukochane truskawki! Dlatego deser był równie prosty, jak pyszny - truskawki i pomarańcza.



Do popicia, jak widać na powyższych zdjęciach był sok brzozowy z maliną i zielona herbata :)

Było zdrowo, pożywnie, pysznie i wegańsko :)

Myślę, że takie danie może się sprawdzić, jeśli na obiad zapraszamy osoby jedzące mięso. Tofu można przyprawić tak, że będzie smakowało jak kurczak. Samo danie jest bardzo pożywne i w sumie nieco podobne do potraw jedzonych przez "mięsożerców". Dla mnie fajne jest dlatego, że jest proste, poza tym składniki możemy komponować w zależności od tego, na co akurat mamy ochotę.


czwartek, 10 maja 2012

Korektor Anne Marie Borlind

Mój poprzedni korektor firmy Benecos okazał się totalnym rozczarowaniem. Leży na dnie mojej kosmetyczki praktycznie nietknięty, bo zupełnie się nie sprawdził. W związku z tym postanowiłam wypróbować korektor Anne Marie Borlind. Wybrałam odcień 01 natural i nie chybiłam. Dobrze komponuje się z kolorem mojej skóry.



Muszę przyznać, że od razu widać różnicę. Korektor ma dużo przyjemniejszą konsystencję od Benecosa, a przede wszystkim kryje, co w przypadku tego rodzaju kosmetyku jest najważniejsze. Ponadto korektor daje efekt rozświetlenia i spełnia również funkcję pielęgnacyjną. Wspominałam już w jednym z poprzednich postów, że mam duży problem z cieniami pod oczami, dlatego korektor to mój must-have. Korektor Anne Marie Borlind ma bardzo fajną, kremową konsystencję. Nie jest zbyt gęsta, dzięki czemu łatwo się rozprowadza, ale nie jest też za lekka przez co korekto może pokryć nawet najbardziej kłopotliwe cienie. Niestety jest też jeden szkopuł... Korektor zbiera mi się w zagłębieniach pod oczami, dlatego muszę w ciągu dnia kilkakrotnie poprawiać ten szczegół, lekko go rozmazując. Ogólnie w skali 1/5 daję temu korektorowi mocną czwórkę :)

Oczywiście estetyka nie jest tak ważna jak właściwości kosmetyku, ale muszę nadmienić, że opakowanie jest piękne ;)





Cena (1,5 ml): 45 zł

Dostępny w: Organeo.pl


O firmie Anne Marie Borlind...

Firma proponuje ofertę naturalnej pielęgnacji: na bazie natury, bez ekstraktów zwierzęcych, z potwierdzoną dermatologicznie tolerancją skóry i skutecznością, z wykorzystaniem ekstraktów ziołowych pochodzących z upraw ekologicznych. Kosmetyki tego producenta posiadają certyfikat Eco Control. Nie są testowane na zwierzętach. Anne Marie Borlind oferuje dostawcom sprawiedliwe warunki pracy i bierze udział w akcjach społecznych i ekologicznych.


TAG: 11 pytań

Za otagowanie dziękuję Sandrze, autorce bloga Natura i Uroda :)



ZASADY:

1. Po przeczytaniu 11 pytań zadanych przez Taggera odpowiadamy na wszystkie na swoim blogu.

2.Następnie wybierasz 11 osób, które otagujesz i zamieszczasz linki do nich.

3.Tworzysz 11 nowych pytań, na które będą musiały odpowiedzieć osoby otagowane przez Ciebie.

4. Powiadom osoby przez Ciebie wybrane, że zostały otagowane.

5. Dawaj taga osobom, które jeszcze go nie miały.

Zadane mi pytania:

1. Czy używasz kosmetyków naturalnych? Jeśli tak, to co Cię do
tego skłoniło?

Tak, ale nie tylko. Przede wszystkim ważne jest, czy kosmetyki testowane były na zwierzętach. W zdecydowanej większości używam kosmetyków naturalnych, aby uniknąć szkodliwych środków chemicznych i wykorzystać potencjał natury w walce o swoją urodę.

2. Który z kosmetyków naturalnych najbardziej lubisz i cenisz?

Oleje - kokosowy, migdałowy, a to dopiero początek mojej drogi z tymi kosmetykami :) Podoba mi się ich uniwersalność, poza tym dają świetne efekty.

3. Czy masz jakieś zwierzę lub zwierzęta?

Tak, kotka. Ma na imię Szafir :)

4. Jakie są Twoje ulubione kwiaty?

Róże, lilie i konwalie - tak wiem, dużo tego :)

5. W jakim województwie mieszkasz?

Mazowieckim

6. Jaki rodzaj muzyki lubisz najbardziej?

Nie ma takiego rodzaju muzyki, to zależy od nastroju.

7. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku?

Zdecydowanie LATO! :)

8. Na wakacje wolisz wyjechać w góry czy nad morze?

nad morze

9. Czy zdarza Ci się samej robić kosmetyki? Jeśli tak, to jakie?

jeszcze nie, ale mam w planach ;)

10. Czy w swoim domu używasz ekologicznych środków czystości?

tak

11. Czy dużo czasu poświęcasz na prowadzenie swojego bloga?

Różnie to bywa, ostatnio trochę mniej, bo mam dużo innych zajęć.

A oto moje pytania:

1. Co skłoniło Cię do prowadzenia bloga?
2. Jaki aspekt jest dla Ciebie najważniejszy przy dokonywaniu zakupów: testy na zwierzętach, wegańskość, idea Fair Trade czy też ekologiczny wymiar produktu?
3. Jaki rodzaj blogów najbardziej lubisz czytać?
4. Czy masz jakąś pasję, hobby?
5. Czy uprawiasz sport?
6. Czy interesujesz się modą?
7. Czego najbardziej brak Ci w polskich sklepach?
8. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
9. Jeśli byłabyś zwierzęciem to jakim?
10. Czy jesteś wegetarianką lub weganką? Jeśli tak, dlaczego?
11. Gdzie wyjechałabyś, by spędzić wakacje życia?

Do zabawy zapraszam:

piątek, 4 maja 2012

Piątkowy wieczór z torebką Ecoist...

Nowy post po długiej majówkowej przerwie... ;) Przez ten czas dużo rzeczy się zebrało do opisania i zrecenzowania. Zastanawiałam się, co opisać jako pierwsze, a ponieważ za pisanie postu wzięłam się w piątek wieczorem, pomyślałam, że torebka będzie dobrym rozwiązaniem. W końcu piątkowy wieczór to idealna pora, żeby pójść na imprezę czy kolację z torebką Ecoist ;) Ja niestety siedzę dzisiaj w domu. Liczę, że przynajmniej Wy świetnie się bawicie i ten post zobaczycie dopiero jutro rano ;)

Pisałam jakiś czas temu o firmie Ecoist, to był chyba jeden z moich pierwszych postów. Od jakiegoś czasu jestem posiadaczką torebki Audrey Gold tej firmy.

Torebki Ecoist wykonane są ze zużytych opakowań i zgodnie z zasadami Fair Trade. Audrey Gold to torebka, która może towarzyszyć eleganckim stylizacjom, ale niekoniecznie. Dzięki niebanalnej formie świetnie zgrywa się z bardziej casualowymi outfitami, mam nadzieję, że pokaże Wam ją jeszcze w ciekawych zestawieniach. Niektórym wydaje się, że torby z "papierków" muszą być nietrwałe. To nieprawda, nie zauważam w tej kwestii różnicy pomiędzy nimi a torbami ze skóry czy tkaniny, za to na pewno są bardziej oryginalne. Z doświadczenia i rozmów z innymi wiem, że jeśli chodzi o ubranie najtrudniej jest pozbyć się odzwierzęcych produktów jeśli chodzi o buty i torebki, torebki Ecoist są fajną alternatywą dla naturalnej skóry, a na dodatek ekologiczną i Fair Trade. 






piątek, 27 kwietnia 2012

O motywacji a w zasadzie o jej braku słów kilka



Jakiś czas temu skończył mi się karnet na fitness. W związku z tym, że za 3-4 miesiące na pewno nie będę mieszkać w tym samym miejscu co teraz, postanowiłam się wstrzymać z kupnem karnetu. Lokalizacja to ważna rzecz jeśli chodzi o klub fitness. Nie będę miała czasu dojeżdżać przez pół miasta, żeby poćwiczyć.W moim dotychczasowym klubie wykupienie karnetu na miesiąc się zupełnie nie opłaca, na 3 miesiące też nie, dopiero podpisując umowę na 8 miesięcy lub rok ceny zaczynają być w porządku. Pomyślałam więc "dobrze się składa, będę miała więcej czasu na pisanie magisterki, zamiast jeździć do klubu, będę wychodzić na jogging i ćwiczyć w domu. W końcu mam matę i ciężarki. Oszczędzę trochę czasu i popracuję nad formą w bieganiu". Niestety... poćwiczyłam kila razy, ale nic nie zastąpi treningu z instruktorem, przynajmniej przy moim poziomie wiedzy i motywacji, może to paranoja, ale już zauważam, że jeansy robią się ciaśniejsze, a mięśnie mniejsze, a i tak nie mam ich dużo ;) Postanowiłam więc zapolować na jakąś okazję w serwisach zakupów grupowych. Jedna uciekła mi sprzed nosa, bo akurat nie miałam gotówki, ale dzisiaj nie dałam uciec okazji ;) Kupiłam na Grouponie 3-miesięczny karnet open do klubu Energy Fitness - klub ładny, dobrze wyposażony, z bogatą ofertą zajęć fitness, najlepszy klub w mieście według TVN Warszawa, na dodatek blisko mojego domu i zaledwie kilka minut od UW. Cena to 299 zł czyli 100 zł miesięcznie, bez dodatkowej opłaty członkowskiej. Jak na Warszawę to bardzo dobra cena zwłaszcza za ten standard. Nie wahałam się, najwyżej oszczędzę na czymś innym, w końcu sezon plażowy przed nami. Poza tym brakuję mi ćwiczeń i wydzielanych podczas nich endorfin, po roku regularnych ćwiczeń chyba jestem uzależniona ;)

Jeśli też macie ochotę poćwiczyć zapraszam do skorzystania z tego linku http://www.groupon.pl/in/.KQmJtt?nlp :)

Słońce - korzystaj, ale pamiętaj o ochronie

Majówka zapowiada się rewelacyjnie – ma być ciepło i słonecznie. Nareszcie możemy wyjść z domów okupowanych przez zimę, cieszyć się słońcem i świeżym powietrzem. 

Nic dziwnego, że ludzie w słonecznych krajach wydają się być bardziej radośni – słońce powoduje wydzielanie endorfin – hormonów szczęścia. Wystawiając skórę na słońce możemy również uzupełnić witaminę D, w tym celu nie powinniśmy jednak stosować filtrów na ciało. Nie przesadzajmy z ekspozycją na słońce. Wystarczy przebywać 10 minut dziennie, aby została wytworzona odpowiednia ilość tej witaminy. Światło słoneczne korzystnie wpływa na przebieg niektórych chorób, np. atopowego zapalenia skóry czy łuszczycy. Również pewne nowotwory typu chłoniak dobrze reagują na naświetlanie promieniami słonecznymi lub ze źródeł sztucznych. 

Niestety kąpiele słoneczne bez odpowiednich zabezpieczeń powodują szybsze starzenie się skóry i stymulację rozwoju jej nowotworów. Skóra pod wpływem promieniowania staje się szorstka, pogrubiała, traci jędrność. Tworzą się głębokie zmarszczki i bruzdy oraz trwałe przebarwienia. Promieniowanie UV jest najsilniejszym aktywatorem wolnych rodników - jednym z najbardziej niebezpiecznych działań tych cząsteczek jest destrukcja materiału genetycznego komórki. Efektem końcowym tej agresji może być powstanie nowotworu.

Dlatego konieczne jest odpowiednie zabezpieczenie. Ja poczyniłam zakup, już gdy pojawiały się pierwsze pozimowe promyki :) Oczywiście zimą również należy się zabezpieczać przed promieniowaniem, jednak wiosną i latem ochrona powinna być intensywniejsza. 

Zdecydowałam się na mleczko przeciwsłoneczne LSF 20 do skóry alergicznej Lavery.



Filtry mineralne (fizyczne): należą do bardzo skutecznych filtrów, chronią przed UVA i UVB. Nie wnikają w skóre, pozostają na niej tworząc cienką warstwę, która odbija cześć promieni słonecznych. Nie powodują alergii. 

Mleczko zawiera m.in. bio-olejek z wiesiołka oraz pochodzący z drożdży betaglukan. Chronią one komórki skóry przed agresywnym wpływem promieni słonecznych i wiatru. Bogaty w nasycone kwasy tłuszczowe olejek z bio-wiesiołka wzmacnia ochronny płaszcz hydrolipidowy skóry. 

Polecam Wam ten produkt. Świetnie nadaje się na spacery czy jogging, gdy nie macie make-up'u. Pod make-up sprawdza się trochę gorzej. Po prostu trzeba wtedy pomalować się oszczędniej, najlepiej podkładem mineralnym. Mleczko tworzy na skórze cienką warstwę i trochę nie wyobrażam sobie maziania po tym jeszcze płynnym podkładem ;) Latem oszczędny i naturalny makijaż i tak sprawdza się najlepiej  ;) 

Ja dokonałam zakupu w sklepie Green Line
Pojemmość: 75 ml
Cena: 49,00 zł

Green Line ma bardzo fajne kosmetyki i dobre ceny, dlatego nieraz będę tam jeszcze kupować, ale kosmetyki Lavery można też kupić bezpośrednio od Lavery poprzez sklep internetowy. Zaletą tego rozwiązania jest oczywiście ogromny wybór ich kosmetyków - mamy tam dosłownie wszystko a także program lojalnościowy w ramach, którego im więcej kupujecie, tym większe macie znizki - http://www.lavera.com.pl/.

Pamiętajcie, żeby chronić skórę przed słońcem!

niedziela, 22 kwietnia 2012

TAG: Muszę to mieć!

Wiem, że to stosunkowo stary TAG, ale dopiero teraz mam chwilę, żeby go zrealizować. Lepiej późno niż wcale :)



Zasady:

Napisz kto Cię otagował i zamieść zasady.

Zamieść baner tagu i wymień 5 rzeczy, które znajdują się na Twojej liście kosmetycznych zakupów.

Wymień rzeczy, które zamierzasz kupić bądź te, które chciałabyś mieć.

Staraj się myśleć kreatywnie i nie przepisywać odpowiedzi od innych.

Krótko wyjaśnij swój wybór. Możesz także wkleić zdjęcie każdego kosmetyku.

Zaproś do zabawy 5 lub więcej blogerek.

Do zabawy zaprosiła mnie Violka 42 autorka bloga natura i ja

Nie zapraszam konkretnych blogerek, ponieważ TAG został już zrealizowany przez wiele dziewczyn. Zapraszam, każdego kto tego jeszcze nie zrobił a ma ochotę i wolną chwilę ;)

1. olejek migdałowy

zdjęcie pochodzi ze strony: Organeo.pl

Dzięki olejkowi kokosowemu przekonałam się ostatnio do olejków. Okazuje się, że potrafią sobie radzić równie dobrze albo lepiej niż specjalistyczne kremy czy balsamy, a nie zawierają szkodliwej chemii i są cruelty-free. 

Olejek migdałowy jest wyjątkowo delikatny, łagodzi podrażnienia, które moja skóra niestety co jakiś czas nabywa, gdyż jest nadwrażliwa. Opóźnia także proces starzenia się komórek skóry. To naturalny środek przeciwzmarszczkowy. Zawiera witaminy młodości niwelujące szkodliwy wpływ wolnych rodników oraz chroni komórki skóry przed utratą wody. Skład jego lipidów jest najbliższy strukturze ludzkiej skóry, nazywany jest także „skórą w olejku”. 

Kolejny plus naturalnych olejków to ich uniwersalność. Olejek migdałowy można stosować na twarz i ciało, jako dodatek do kąpieli, w celu regeneracji i pielęgnacji włosów oraz do masażu ciała.

2. korektor Proto-Col

zdjęcie pochodzi ze strony Merlin.pl


Cienie pod oczami to dla mnie duży problem, ostatnio miałam okazję przetestować korektor Proto-Col i już wiem, że to produkt dla mnie, dlatego ma pewnie miejsce na mojej liście kosmetycznych zakupów. Naprawdę kryje cienie, co u mnie jest zadaniem niełatwym i wiele korektorów nie zdaje tego testu. Ponadto łatwo się nakłada, ma konsystencje, która kryje niedoskonałości. Wygładza je, a z tym też bywa różnie czasami korektory swoją barwą kryją cienie, ale ich konsystencja uwypukla nierówności. Z Proto-Col jest inaczej - jasno i gładko.

Wypiekany korektor mineralny posiada właściwości przeciwzapalne, które skutecznie działają w miejscach problematycznych, jednocześnie poprawiając elastyczność i nawilżenie skóry. Dzięki kombinacji 5 kolorów (biały, zielony, fioletowy, żółty, różowy) korektor proto-col redukuje problemy skórne, cienie pod oczami, zaczerwienienia, zapobiega świeceniu i koryguje niezdrowy, zmęczony i ziemisty kolor skóry. Dzięki naturalnym antyalergicznym składnikom łagodzącym odbudowuje naturalny balans PH skóry.

3. tusz do rzęs Lavera

zdjęcie pochodzi ze strony Lavera.com.pl


Lubię kosmetyki Lavery, do tej pory ich produkty się u mnie sprawdzały, dlatego postanowiłam przetestować ich tusz do rzęs. Opis wygląda obiecująco, jak jest naprawdę to się okaże... ;)

4. Błyszczyk Benecos

zdjęcie pochodzi ze strony greenline-sklep.pl


Uwielbiam kolory i tej wiosny nie zawaham się ich użyć ;P U Benecosa różnie jest z jakością, tusz i kredka były OK, korektor okazał się totalną klapą. Mimo wszystko spróbuję, zwłaszcza, że cena do tego zachęca :)

5. zestaw do robienia perfum

zdjęcie pochodzi ze strony essentially-me.co.uk 


Ekocentryczka "zrobiła mi smaka" a raczej zapach ;) na stworzenie własnych perfum. Ten zakup jest na razie odległy, ale mam nadzieję, że wcześniej czy później skomponuję własny zapach ;) To z pewnością będą najbardziej niesamowite perfumy, jakie zdarzyło mi się posiadać ;)